Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
38 postów 7513 komentarzy

Żyjemy, jakby Boga nie było.

Jan Paweł - ... a co potem?

Krucja za Przemyśl, krucjatą za Polskę?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Bardzo przejął mnie komentarz komentatora lorenco, pod postem http://chart.neon24.pl/post/132643,rzez-wolynska-2016

 

      Z komentarza tego wynika, że mamy do czynienia z jawnym najazdem zła na Przemyśl. I nie trzeba tutaj precyzować jaką formę to zło przybiera, bo zazwyczaj wszędzie gdzie zło się pojawi, objawy i skutki są podobne. Całe szczęście, że na razie to akurat zło, nie przybiera jeszcze formy otwartej walki, ale chyba obie strony wiedzą, że gdy ta bariera zostanie przełamana, to ofiary z całą pewnością będą po dwóch stronach. A być może o to właśnie chodzi?

 

Nie rozpisując się za bardzo, trzeba tutaj stwierdzić, że nasza historia zna już przypadki podobnych mniejszych czy większych najazdów, mniej lub bardziej otwartych, jednak wniosek, jaki nieodparcie nasuwa się ze studiów nad niezakłamanymi przekazami z tych faktów historycznych, jest taki, że gdy Polacy trzymali się bardzo blisko Matki Boskiej Królowej Polski a przez swoją Królową, blisko Jezusa Chrystusa Króla, zawsze bez większych ofiar wychodzili ze wszystkich tych najazdów zwycięsko.

 

Mam nadzieję, że są w Przemyślu Polacy, którzy są w Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę, są tam Rycerze Jezusa Chrystusa Króla. Wierzę, że z całą pewnością jest tam wielu sympatyków tych misji a także jest jeszcze w Przemyślu wielu ludzi wierzących, wierzę także że cała Polska jest w stanie dojechać tam na Marsz Jezusa Chrystusa Króla i Matki Boskiej Królowej Polski w którym jedyną bronią byłby... Różaniec.

 

Być może, jest to właśnie teraz już tak, że Pan Bóg właśnie w ten sposób sprawdza nas wszystkich Polaków, nie tylko w tamtym rejonie...

Jak chcemy wygrać tą batalię o Polskę, jak widać, coraz bardziej otwartą, bez Pana Boga, bez próśb do Ducha Św o mądrość i bez Różańca?

Polecam wyjątkowo ciekawy, krótki wykład na ten temat, w którym Ks. prał. Kneblewski mówi m.in. o tym, jak Austriacy Różańcem spowodowali, że sowieci bez walki opuścili ich kraj.

www.youtube.com/watch

Polecam także inne kazania i wykłady Ks. Prałata

KOMENTARZE

  • Krucjata za błądzacych!
    Opowiem Wam o Wołyniu...

    2016-07-10 21:07


    Ponieważ jutro kolejna rocznica wybuchu mordów w wykonaniu UPA/UON na Wołyniu, to opowiem to, co jest w mojej pamięci rodzinnej. Moi dziadkowie z mamą mieszkali przed wojną w Dubnie, gdzie dziadek, Władysław Tomaszewski, pracował w powiecie jako szef od budowy dróg, to tak tytułem wyjaśnienia.
    Opowieść pierwsza.
    Była sobie przed wojną para zakochanych, ona Polka z dość dobrej rodziny, on Żyd, ale zawodowy wojskowy. Do ślubu dojść nie mogło, bo sprzeciwiała się głównie rodzina żydowska. Rodzina polska też była przeciw, ale tu nieco ten sprzeciw osłabiała pozycja narzeczonego w wojsku polskim. Zakochani pobrali się zaraz po wybuchu wojny, gdy sytuacja zmieniła się diametralnie i dawne podziały straciły znaczenie. Niestety, jego wkrótce aresztowało NKWD i słuch po nim zaginął. Ona urodziła córeczkę, a potem też zmarła, ponoć straciła zmysły z rozpaczy. Dziewczynkę wychowywali rodzice żony. Potem przyszli Niemcy i dziadków Żydów wykończyli, a dziadkowie polscy na wszelki wypadek wyjechali z wnuczką do krewnych na wieś. Na tę wieś napadli Ukraińcy, zagonili wszystkich do kościoła i spalili żywcem. Nie pamiętam nazwy miejscowości.
    Opowieść druga.
    Okupacja niemiecka. Moi dziadkowie z mamą byli zaproszeni na wesele do przyjaciół, w jednym z dworków w pobliżu. To nie był bardzo majętny dwór, jako goście przyjechali również sąsiedzi z zaścianka. Pamiętam, że chyba nazywali się Jurgielewicze. Bardzo przystojny ojciec i chyba trzech synów. Oczywiście żony, siostry, córki i cała reszta krewnych i powinowatych. We wsi zostawiono maluchy z babciami i kilku chłopaków do pilnowania bydła. I właśnie taki chłopaczek, zakrwawiony, wtargnął nagle na zabawę weselną, krzycząc, że Ukraińcy z sąsiedniej wioski palą ich domy i mordują. Pamiętam relację mamy, ten kluczowy moment – Jurgielewicze bez słowa wstali, zaprzęgli konie i pognali do siebie. Za nimi reszta mężczyzn z tamtego zaścianka. Na miejscu znaleźli wymordowane kobiety i dzieci i spaloną wieś. Znowu bez słowa mężczyźni wzięli broń i pojechali do ukraińskiej wioski, która właśnie piła na zabój po krwawym mordzie. Wyłapali wszystkich mężczyzn i powiesili. Miedzy wioskami był las i droga. I wzdłuż tej drogi na każdym drzewie zawisł jeden Ukrainiec. Potem poszli do lasu i zaczęli tworzyć partyzantkę. Nie wiadomo, co się z nimi stało, nawet nie wiem, czy dobrze zapamiętałam nazwisko.
    Opowieść trzecia.
    Ukraińcy napadli na położony niedaleko niewielki folwark, wywiązała się strzelanina. Syn gospodarzy pod osłoną walki zaprzągł najlepsze konie, wrzucił na wóz ciężarną żonę i pognał do miasta, czyli do Dubna. W Dubnie była administracja niemiecka i stał garnizon Węgrów, miasteczko było stosunkowo bezpieczne. Oczywiście ruszyła pogoń, ale konie były świetne i dojeżdżał już prawie do rogatek. Za nim oczywiście gnał konny pościg. Ludzie na ulicy patrzyli bezradnie jak tuż przed wjazdem do miasteczka Ukrainiec dogania ich i ostatnim ruchem rozcina brzuch żony leżącej na wozie. To był moment, za chwile były rogatki. Żona nie przeżyła.
    Opowieść czwarta.
    Kuzyn mojego dziadka ożenił się z córką z rodziny mieszanej, polsko-ukraińskiej. Matka była Polką, ojciec Ukraińcem, człowiekiem wykształconym, weterynarzem. Ciotka Olga (bo tak do niej mówiliśmy) miała trzech braci i dwie siostry, była najstarsza, reszta mieszkała z rodzicami w niewielkim mająteczku. UPA przysłała rozkaz, żeby chłopcy stawili się do lasu, ojciec zabronił. Ciotka Olga szła właśnie w odwiedziny do rodziców z malutką córeczką, spacerem przez pola. I właśnie wtedy nadjechało UPA. Ciotka schowała się w zbożu tuż obok, zatykając buzię maleństwu.
    Ukraińcy kolejno połamali ręce i nogi całej rodzinie, a potem wrzucili ich żywcem do głębokiej studni na podwórzu, wszystko na jej oczach. Zanim zdołała wezwać pomoc po ich odjeździe, było już za późno na cokolwiek. Tu dodać należy, że po wojnie jej mąż, już w Polsce, został zabrany na UB z donosu, gdzie go pobito prawie na śmierć, a potem wypuszczono. Zmarł po miesiącu męczarni.




    To tylko kilka opowieści. Wszystko to działo się już po okupacji sowieckiej, która była jeszcze bardziej potworna i może w przyszłości opiszę kilka zdarzeń i z tamtego czasu.
    Oczywiście mam też w pamięci opowieści o zagładzie Żydów.




    Czy mam coś przeciwko Ukraińcom? Nie mam, uwielbiałam moją ciotkę Olgę, pogodną, absolutnie cudowną osobę mimo tych wszystkich strasznych przeżyć. Wśród ofiar tej hekatomby, do dziś dokładnie nie policzonych, ale szacowanych na sporo ponad 100 tys. ludzi było wielu Ukraińców, takich jak ojciec i bracia mojej ciotki. Odmówili udziału, pomagali sąsiadom, zapłacili najwyższą cenę. To nie były pojedyncze przypadki, ilość zamordowanych przez UPA Ukraińców szacuje się na blisko 20% ogólnej ilości ofiar. I tu dochodzimy do problemu ludobójstwa i problemu pamięci.
    Ludobójstwo to dziś słowo dość wyświechtane, zagłada Ormian (Turcy), zagłada Żydów (Niemcy), zagłada Polaków (Stalin, Hitler), nie mówiąc już o masowym ludobójstwie sowieckim trwającym całe dziesięciolecia (gułagi, wysiedlenia, Hołodomor na Ukrainie i inne). Z nowszych mamy ludobójstwo w Kambodży czy rewolucję kulturalną w Chinach. Wszystkie te przypadki to celowe działania na rozkaz i pod egidą władzy. Czy UPA miała władzę na Ukrainie? Nie, przecież była okupacja niemiecka. Jakim więc cudem to się mogło wydarzyć?
    Pomijam tu kwestię, że Niemcom było to na rękę i że to oni ponoszą za to główną odpowiedzialność. Bardziej interesuje mnie sytuacja obecna, a mianowicie fakt, że dla przeciętnego zachodniego Ukraińca Bandera i UPA to bohaterowie. Dlaczego? A to akurat proste - po nadejściu Sowietów UPA jeszcze długie lata walczyła w podziemiu, płacąc za to straszliwą cenę, bowiem wyniszczano całe rodziny za pomoc lub udział kogoś z krewnych w tej walce. I to pozostało w pamięci, dla nich to „żołnierze wyklęci”, symbol walki z Rosją sowiecką.
    O mordach na Polakach dzisiejsi Ukraińcy prawie nic nie wiedzą, podobnie zresztą było w Polsce, gdzie jeszcze kilkanaście lat temu przeciętny Polak z centrum kraju nie miał pojęcia o Wołyniu, a Kresy oznaczały Wilno i Lwów. Czy ktoś z Czytelników wymieni bez pomocy Wiki stolicę przedwojennego województwa wołyńskiego? No właśnie...




    No dobrze, ktoś powie, ale jest tradycja rodzinna, przecież była pamięć. Otóż na Ukrainie nie było! I wcale nie z powodu strachu przed Sowietami, którym te mordy też były jak najbardziej na rękę, nie - z zupełnie innego powodu, o którym się nie mówi – otóż trzeba pamiętać, że tych mordów nie dokonywała samodzielnie UPA, tylko przy pomocy miejscowych Ukraińców, dotychczas dobrych sąsiadów.
    Opowieści o tym, jak pod przewodem miejscowych księży greko-katolickich pijane bandy nie tylko mężczyzn, ale gnających w amoku kobiet, a nawet starszych dzieci, dokonywały straszliwych rzezi, zabijając nie tylko ludzi, ale nawet bydło i niszcząc wszelki dobytek – budzą grozę. Żeby dokonać tych rzezi na Polakach, trzeba było odczłowieczyć ich ukraińskich sąsiadów, a ideologia UPA słabo docierała do analfabetów. Za to terror, samogon plus wezwanie miejscowego kleru jak najbardziej.
    Potem budzili się z tego amoku. I zagrzebywali go w pamięci jak straszliwą pijacką wizję, bo dość trudno żyć ze świadomością tego, że w przypływie szału zamordowało się nie tylko sąsiadów Polaków, ale także powinowatych i własną żonę katoliczkę. Albo własną matkę i siostry – bo taki był obyczaj przez lata na tamtym terenie, jeśli małżeństwo było mieszane, to córki brały wiarę po matce, a synowie po ojcu - a katolików kazali zarżnąć... Sytuacja Ukraińca z tamtego czasu bardzo często przypomina sytuację żydowskiego policjanta z getta.
    Oczywiście to UPA (za wiedzą i przykładem Niemców) uruchomiło machinę ludobójstwa, to jest niepodważalne. Niemniej prawda tamtego czasu jest nie tylko prawdą o mordowaniu Polaków, jest również prawdą o bratobójstwie, matkobójstwie itp., jest prawdą straszliwą dla samych Ukraińców, podobnie jak prawda o stosunkach w gettach dla Żydów. Dlatego trzeba znaleźć kogoś, na kogo zwali się własne traumy. I obie nacje zwalają na Polaków....




    Prostackie wyzwiska obarczające winą wszystkich dzisiejszych Ukraińców do niczego nie prowadzą. Równie dobrze możemy zacząć wyzywać naszych rodaków, potomków uczestników słynnego powstania Szeli, bo okrucieństwo było porównywalne.
    Czy możemy wybaczyć? Tak, możemy wybaczyć współczesnym Ukraińcom, że niosą dziedzictwo szaleństwa mordu, o którym nic lub niewiele wiedzą.
    I wspólnie przechować pamięć o tym, do czego prowadzi wojna i obca okupacja w wydaniu dwóch najstraszliwszych systemów epoki nowożytnej. Trzeba do tego benedyktyńskiej pracy i morza cierpliwości, ale inaczej się nie da.
    Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli – nie chodzi o wybaczanie, chodzi o prawdę, w całej jej tragicznej, przerażającej postaci. Jako memento na przyszłość. Bez nienawiści i bez pogardy.


    Tym, którzy tu zaraz przybiegną i wyzwą mnie od miłośniczki banderowców, pozwolę sobie poradzić, żeby uważnie się rozejrzeli dookoła. Ukraińców, nota bene ukrywających swoje pochodzenie ze względu na przodków, jest w Polsce pełno, a niektórzy bardzo udatnie udają prawdziwych Polaków katolików i cieszą się wielkim zaufaniem. Skąd wiem? Bo umiem rozpoznać – Ukraińców, Żydów, Ormian. Mama mnie nauczyła, tam, na Wołyniu, to było normalna umiejetność, jak to na pograniczu kultur.



    Ukraina nie ma innego pozytywnego dziedzictwa niż wspólna I Rzeczpospolita. Wojny kozackie zaprowadziły ją do carskiego więzienia narodów, a Sowiety spowodowały straszliwy Hołodomor. Dzisiejsza Ukraina to pierwsze w ich historii samodzielne państwo i od nas w dużej mierze zależy, jaką wybiorą tradycję. Jeśli dodamy do tego z jednej strony post-sowiecką anarchię, a z drugiej obecną wojnę na wschodzie, to wymaganie dzisiaj, żeby nagle Ukraińcy zajęli się w pierwszej mierze naszą krzywdą jest co prawda szalenie atrakcyjne emocjonalnie, a kompletnie nieracjonalne politycznie. Swoją drogą Niemcom wybaczyliśmy „od ręki” dużo straszniejsze rzeczy, wystarczyło, że grzecznie przeprosili, a potem sypnęli kasą. A teraz siedzimy u nich w kieszeni i pod dyktando niemieckiej prasy w Polsce szukamy faszystów i szmalcowników wśród swoich. Czyli sprawa jest prosta – chcecie zlikwidowania tradycji banderyzmu? Zapłaćcie jak Niemcy, jak widać wszystko można kupić, tak właśnie kręci się współczesny świat....


    Módlmy się za błądzących bo sami nie wiedza co czynią!
  • @klementyna 19:23:41
    Pani Klementyno... dlatego, ja uważam, że należy to wszystko powierzyć Panu Bogu. Co z tego że zbierze się kilku czy kilkunastu chłopców z Przemyśla, dołaczą do nich np kibice po jakimś meczu w ilościach kilku, kilkunastu tysięcy i zrobią np koktailami mołotowa z tym porządek. Skoro uraźeni na ciele, ale przede wszystkim na dumie ukraińcy podpalą budynek z Polakami np we Lwowie. Co zrobią polscy kibice? Ano powtórzą ten sam manwr np z Ukraincami we Wrocławiu...
    jak długo moźna to ciągnąć.
    Nie ma innego wyjścia, jak tylko i wyłącznie powierzyć to naszej Królowej a przez Nią Jezusowi Chrystusowi Królowi.
    komuś chyba bardzo zależy na tym byśmy nie mieli swojej Królowej i przez Nią dostępu do Pana Jezusa.
    Komuś chyba bardzo zależy, byśmy się z Ukraincami powyrźynali na wzajem. Wskazują na te wszystkie bezkarne prowokacje, niedawno studentów w Lublinie a teraz w Przemyślu.
    Jakieś siły nawet wykreowały na gwiazdę, zespół który w nazwie przyjął imie banderowskiego zbrodniarza. A Polacy oklaskują ten zespół na scenie.
    takie prowokacje, dla dobra sąsiedzkich stosunków powinny w zarodku być ścigane przez obie strony, polską i ukraińską. Ale jak widać, niestety na to się nie zanosi.
    Więc tym bardziej piwierzajmy to naszej Matce Boskiej Królowej Polski.
    pozdrawiam
  • @Jan Paweł 20:28:16
    Czy ktoś zadał sobie pytanie kim byli ci co zbrodni się dopuścili ?
    Panie toż to wtedy była dzicz i ciemnota.
    Dziś światły człowiek zachowuje się tak samo.
    Ręce opadaja!
    I jeszcze ksiądz Zalewski w tej operze.
    Ja chyba w innego Boga wierzę , albo innego katechizmu mnie uczono?

    Wkleiłam panu artykuł bo taki ludzki .Bo nie potrafię inaczej. Kochaj bliźniego to jakiś dziś banał?
    Nie ,nie rozumie!
    Czy ludzie jeszcze różnia się czymś od zwierzyny?
    Pozdrawiam.
  • @klementyna 22:18:30
    Problem polega na tym, zwierzęta w odróżnieniu od ludzi, zabijają tylko wtedy gdy są głodne.
    Szkoda, że do naszych rodaków nie przemawia historia. A nasza historia, ta niezakłamana, jest szczególnie przekonująca, jeżeli chodzi ooddawanie czci naszej Królowej, Matce Boskiej Królowej Polski. W naszej historii jest bardzo wiele przykładów bezpośredniej ingerencji Matki Boskiej w obronie Polski. W tym kontekście, doskonale rozumiem naszych okupantów źe nam Polakom zaciemniają obraz (prusacy nawet jakimś narzędziem wydłubywali z ksiąg napis Regina Poloniae), ale żeby Polacy, którzy zostali przez Nią wybrani do pełnienia misji Jej poddanych, sami sobie ten obraz zaciemniali, to jest już zupełnie niezrozumiałe.
    Przecież na Jasnej Górze, non stop powinna na modlitwach być cała Polska. Każdy Polak, kiedy tylko może powinienem tam być, chociażby tylko na tej zasadzie że, np mieszkam na Śląsku, jadę do Łodzi, Warszawy, na Wybrzeże, po drodze wstępuje na pół godziny na modlitwę na Jasną Górę. Pokażmy naszej Królowej, że zależy nam na Jej Królestwie, na Jej nad nami panowaniu. Jak Pani myśli? Czy Ona nas zostawi, gdy w szczerej modlitwie będziemy się do Niej zwracali? Nasza Wielka Historia (ta nie zakłamana) wskazuje że nigdy nasza Królowa nas nie zostawiła, gdy wypełnialiśmy wolę Jej Syna, Jezusa Chrystusa Króla.
    Pozdrawiam
  • @klementyna 22:18:30
    Pani Klementyno, kiedyś, gdy byłem w wojsku, to było takie powiedzenie: im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju.
    teraz, gdy już wyrosłem z lat wojskowych i trochę już na tym świecie widziałem, to teraz z całą stanowczością mówię: im więcej modlitwy, tym mniej boju. Lepiej w porę modlić się za ojczynę, niź potem z konieczności za nią umierać.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031